piątek, 22 lutego 2013

Smok cz. IV


Kiedy dobiegli na wzgórze, słońce już zachodziło. Różowe chmurki leniwie płynęły przez niebo. Wiatr delikatnie pieścił ich włosy. Dziewczyna zaczęła wymawiać zaklęcie, a Feliks patrzył na nią, na kontury jej twarzy wyraźnie widoczne na tle zachodzącego słońca. Na jej włosy, które wydawały się płonąć, i na oczy, w których zagościła iskierka strachu i podniecenia.

- Draco, Fuge. Venies ad me. Audite me. Ego praecipio vobis. Draco confugite.

Kiedy wypowiedziała te słowa, niebo zrobiło się czarne. Wiatr zaczął wiać mocniej. Nagle z chmur wyłoniła się jakaś sylwetka. Był to smok.

- Witaj, pani. Przyzywałaś mnie. Czemuż nic nie mówisz? Czyżbyś straciła mowę? – Zapytało stworzenie żeńskim, ludzkim głosem

- Cz-czy ty j-j-jesteś smokiem? – zapytała Suzan drżącym głosem

- Nie, surykatką – odparła śmiertelnie poważnym głosem smoczyca

- Aha. A zatem witaj, smoku. Jak ci na imię?

- Jestem smoczycą, a na imie mi Ariadna.

- Delikatne imie jak na coś tak wielkiego – stwierdził Feniks. I miał trochę racji. Smoczyca była wielka. Miałą co najmniej dwa metry wzrostu, metr szerokości i z pięć metrów długości wliczając ogon. Białe łuski pokrywały całe ciało stworzenia, z wyjątkiem jednej czarnej plamy na oku. Ogon zakończony był strzałką. Na głowie stworzenia był umiejscowiony jeden róg.

- Jesteś jednorożcem? W sensie, twój róg czaruje? – spytał chłopak

- Nie, jeszcze nie czaruje. Dopiero smoki, które mają ponad 1000 lat mogą czarować. Na razie używam go tylko do walki. Jest bardzo przydatny – rzekła Ariadna uśmiechając się, przy czym pokazała im swój cały asortyment zębów.

wtorek, 19 lutego 2013

Smok cz. III

Wiem, że krótko, ale pisałam na siłę bo nie mam weny :)



Następnego dnia, jednak przyszedł z powrotem do Suzan i dziewczyna opowiedziała wszystko
-…Wiem że to będzie dla ciebie trudne, ale proszę, zrozum. Odkryłam coś, dzięki czemu nareszcie jestem wyjątkowa! To dla mnie wielka szansa. Przeczytałam wiele z tych książek, umiem już tak strasznie dużo! A na dodatek znalazłam zaklęcie, które… przywołuje smoki!
„Dla mnie zawsze byłaś wyjątkowa” pomyślał Feniks. Ale powiedział tylko:
-Naprawdę? To świetnie! Chcesz to wypróbować?
-Tak.. I.. no wiesz.. Poszedł byś ze mną? Potrzebuję wsparcia…….
-Oczywiście że tak! W końcu, choćby nie wiem co się działo, to i tak jesteśmy przyjaciółmi, prawda? – odrzekł z uśmiechem chłopak. Suzan uśmiechnęła się do niego i pociągnęła go za rękę do tajemniczej komnaty. Szybo wzięli odpowiednią książkę i pobiegli na łąkę na wzgórzu, bo przecież żaden szanujący się smok nie leciałby specjalnie przez cały dom i nie wyciągnąłby odpowiedniej książki, tylko po to żeby dostać się do jakichś dzieciaków które wymyśliły sobie że chcą przywołać smoka.

poniedziałek, 18 lutego 2013

Koniec Historii

Napisałam teraz. Smoka dokończę później. Wiem, że krótkie :(

Koniec historii
13- letnia Suzan była lubiana. Była inteligentna, zabawna, ładna. Nie była jakoś specjalnie popularna, ale na pewno nie miała wrogów. Ludzie ją lubili, zwierzali się jej. Mogła o sobie powiedzieć, że jest istną kopalnią ludzkich tajemnic. Póki wszystko nie zaczęło się walić.
Pewnego dnia, kiedy dziewczyna wracała ze szkoły zobaczyła swoją przyjaciółkę, Anię. Była to rok starsza od niej dziewczyna, która chodziła do innej szkoły. Poznały się dzięki ich matkom, które spotkały się kiedyś na spacerze z psami i zaczęły rozmawiać. Od tamtej pory dziewczyny były nierozłączne.
Suzan chciała do zawołać do Ani, żeby się z nią przywitać, ale po krótkiej chwili spostrzegła, że nie jest sama. Tuż za przyjaciółką szedł chłopak. Był to Michał, tan sam w którym Suzan od dwóch lat była zakochana na zabój. Szybkim krokiem wróciła do domu.
Jeszcze tego samego dnia, dziewczyna weszła na profil Michała na portalu społecznościowym, zaznaczyła opcję „Pozostań anonimowym” I zaczęła pisać:
Posłuchaj. Widziałam cię dziś z Anią. Uważaj na nią. Ona jest wredna, a z chłopakami się spotyka kilka razy, a na końcu ich okrada. Radzę ci, zostaw ją jak najprendzej. Powinniście przestać się spotykać”
Po tym, Suzan już nie widziała Michała z Anią. Ale za to wszystko stanęło przeciw jej. Przyjaciółki w jakiś sposób dowiedziały się, że to ona napisała do Michała. Zaczęły na nią wrzeszczeć, traktować jak zbiegłego więźnia. Patrzyły na nią z odrazą, jakby była wielkim, ohydnym szczurem. Jej jedyna bratnia dusza, dziewczyna z którą do tej pory zawsze mogła pogadać zaczęła pić piwo. I na dodatek, traktowała ją jak pozostałe. Suzan została sama. Wtedy dziewczyna zaczęła się ciąć.
Na początku, były to tylko lekkie zadrapania, delikatne cięcia żyletką. Potem jednak, w miarę upływającego czasu, cięcia stały się głębsze, dłuższe. Dziewczyna wyprostowała swoje loki, a blond włosy przefarbowała na czarno. Zaczęła mocno malować oczy, nosić glany i ubierać się na czarno. W pewnym momencie nie wytrzymała.
W chłodny, zimowy poranek wyszła na śnieg, pobiegła do lasu i tam podcieła sobie żyły. Jej historia się skończyła.
Ktoś znalazł ją dzień później. Karetka przyjechała natychmiast, lecz już w trakcie jazdy stwiedzono zgon. Suzan, kiedy planowała samobójstwo, myślała, że po jej śmierci nie będzie płakał nikt, a na pogrzebie będzie tylko rodzina. Tymczasem płakali wszyscy. Płakał Michał, płakały te fałszywe przyjaciółki, płakała dziewczyna pijaczka. Najbardziej płakała Ania.
Bo ludzie przypominają sobie o człowieku, kiedy jego historia dobiega końca. Wtedy dopiero wszyscy żałują. Bo wiedzą, że mogli wybaczyć, a wtedy wszystko byłoby jak dawniej. A Suzan? Przecież każdy jest człowiekiem. Ona była po prostu zła. Ale ludzie to potwory, nie są zdolni wybaczyć.

niedziela, 17 lutego 2013

Smok cz. II

Okej, wiem że krótko, ale może coś jeszcze dziś dodam. Nie mam żadnego komentarza i 50 wyświetleń? Jak już wchodzicie, to plis zostawcie coś po sobie *.*

Część 2



„Część pierwsza. Zaklęcia.
Jeśli czytasz tę książkę, oznacza to, że w twojej rodzinie znana jest magia. A jeśli w twojej rodzinie jest magia, to oznacza że w tobie również”
Tak zaczynała się książka. Dalej były różne zaklęcia, ich opisy i jak je wymawiać. Były również gesty. Z początku Eryce nie wychodziło. Nic się nie działo. Kiedy już zaczynała myśleć, że książka trafiła do ich domu przypadkowo, a ona nie ma w sobie nic magicznego, zaczęło się. Właśnie postanowiła ostatni raz spróbować zaklęcia, które pozwalało poruszać przedmioty, bez ich dotykania, kiedy udało się! Książka, która leżała na stole, uniosła się w powietrze! Udało jej się! Resztę dnia spędziła na czytaniu.
Później każdego dnia schodziła do tajemniczego pomieszczenia, siadając i trenując zaklęcia. Zaczęła zaniedbywać ojca oraz Feliksa. Ten drugi w końcu nie wytrzymał i tak długo stał w holu nie wiedząc gdzie ona jest, aż ją spotkał
- Dlaczego to robisz? No i co robisz? Nie spotkaliśmy się już od tygodnia! O co chodzi? Masz jakieś problemy? Może nie wydaję ci się już godnym przyjacielem? Hmm? – zawołał od razu kiedy ją zobaczył
- Eh… Posłuchaj. Odkryłam coś niesamowitego. Tylko jak ci to powiem, to nie uwierzysz i uznasz mnie za wariatkę… - odrzekła smutnym tonem Eryka
- Przecież wiesz, że możesz mi wszystko powiedzieć. Jesteśmy przyjaciółmi.
- No więc odkryłam w bibliotece tajną komnatę, w której były książki o magii i smokach i okazało się że w mojej rodzinie zawsze były czarownice i czarownicy i ja też jestem czarownicą. A przez ten cały czas uczyłam się zaklęć – wyparaowała jednym tchem Eryka.
Kiedy Feliks nie uwierzył i zapytał czemu nie chce mu powiedzieć prawdy, ona zaklęciem podniosła pomarańczę leżącą na stole. Feliks zaniemówił i po chwili wybiegł z domu dziewczyny.

sobota, 16 lutego 2013

Wstęp i Smok: cz. I

Okej.
To jest mój pierwszy post. Więc tak. Piszę pod pseudonimem Lana Moon. Jak się naprawdę nazywam nie powiem. Moje opowiadania to głównie fantastyka. Wiecie, magia, smoki itp. Ale niektóre równiez przypominają baśnie. Teraz piszę opowiadanie, które opublikuję jako pierwsze. Nosi ono tytuł: Smok.

Część I


Dziś nastał wyjątkowy dzień dla Eryki. Jej piętnaste urodziny. Nareszcie, przecież tak długo na nie czekała. Wszystko dziś jej sprzyjało. Świeża wiosenna zieleń, bezchmurne niebo i lekki chłodny wiaterek.  Był piękny majowy dzień, a dziewczyna była sama w domu. Ojciec gdy tylko wstawało słońce chodził do pracy. Uczył dzieci z bogatych rodzin. Był bardzo mądrym człowiekiem. Znał matematykę i literaturę. Wiedział bardzo dużo o biologii. W ich małym trzy-izbowym domu połowę miejsca zajmowała biblioteka. Ponieważ Eryka już od 4 roku życia umiała czytać, większość czasu wolnego spędzała w domu czytając. Będąc małą dziewczynką postawiła sobie za cel przeczytać i zapamiętać wszystko z biblioteki ojca. Przez to praktycznie nie miała znajomych. Jej jedynym przyjacielem był chłopak w jej wieku, imieniem Feliks. Mówili sobie o wszystkim. Pomagali sobie nawzajem w potrzebie. Był to dobrze zbudowany chłopak, o uśmiechniętej, opalonej twarzy i rozczochranych, brązowych włosach. Eryka zaś, była niską, chudą dziewczyną. Była blada, a jej włosy było całkiem rude. Pomarańczowe jak marchewka. Miała mnóstwo piegów, które razem z dużymi, przenikliwie zielonymi oczami nadawały jej twarzy niesamowitego uroku.
Mama Eryki nie żyła od 10 lat, umarła z powodu wykrwawienia. Po prostu kiedyś, nie mówiąc nic, o świcie wzięła chlebak i wyszła z domu. Dwa dni później Eryka z ojcem dostali list, że ktoś znalazł jej ciało całe poranione. Rany wyglądały jakby jakieś gigantyczne zwierze poszarpało ją pazurami i pogryzło. Badacze mówią, że to najpewniej jakiś duży niedźwiedź. Kiedy dziewczyna się o tym dowiedziała, nie rozmawiała z nikim, nawet z ojcem przez dwa dni. Nie jadła nic, piła tylko wodę. Później oboje z ojcem jakoś się pozbierali. Na początku było im trudno, ale poradzili sobie. Przetrwali jakoś.
Dzień urodzin Eryka zazwyczaj spędzała z Feliksem. Wtedy jednak stwierdziła, że chce być sama. Po obudzeniu się i zjedzeniu śniadania, poszła ona do biblioteki. Kiedy jednak chciała wyciągnąć książkę, usłyszała coś jakby uruchomiły się jakieś trybiki i ogólnie mechanizm. W pewnym momencie w regale otworzyły się drzwi. Kiedy dziewczyna spojrzała, zobaczyła schody w ciemności, które prowadziły na dół. Bała się, ale ciekawość wzięła górę. Zeszła. Kiedy tylko weszła do środka zamknęły się za nią drzwi, a pochodnie zapłonęły żywym ogniem. Dziewczyna przerażona powoli schodziła po schodach, niepewnie rozglądając się na boki. Po kilku bardzo długich minutach zauważyła, że nie ma już więcej schodów, jest za to krótki korytarz. Kończył się on ogromnym ogromnym pokojem. Wszystkie ściany wyłożone były regałami z książkami. Kiedy Eryka zaczęła przyglądać się okładką zauważyła, że są to książki głównie o smokach. „ Odżywianie smoków”, „Smoki i ich filozofia”, „Jak wytresować smoka”. To tylko niektóre tytuły.  Dziewczynę zaciekawiła jednak najbardziej pozycja zatytułowana „Zaklęcia i magia, magiczne zwierzęta czyli wszystko o czarodziejstwie”. Było to grube, zakurzone tomisko. Eryka powoli otworzyła książkę i zaczęła czytać.