Kiedy dobiegli na wzgórze, słońce już zachodziło. Różowe
chmurki leniwie płynęły przez niebo. Wiatr delikatnie pieścił ich włosy.
Dziewczyna zaczęła wymawiać zaklęcie, a Feliks patrzył na nią, na kontury jej
twarzy wyraźnie widoczne na tle zachodzącego słońca. Na jej włosy, które
wydawały się płonąć, i na oczy, w których zagościła iskierka strachu i
podniecenia.
- Draco,
Fuge. Venies ad me. Audite me. Ego praecipio vobis. Draco confugite.
Kiedy wypowiedziała te słowa, niebo zrobiło się czarne. Wiatr
zaczął wiać mocniej. Nagle z chmur wyłoniła się jakaś sylwetka. Był to smok.
- Witaj, pani. Przyzywałaś mnie. Czemuż nic nie mówisz? Czyżbyś
straciła mowę? – Zapytało stworzenie żeńskim, ludzkim głosem
- Cz-czy ty j-j-jesteś smokiem? – zapytała Suzan drżącym
głosem
- Nie, surykatką – odparła śmiertelnie poważnym głosem
smoczyca
- Aha. A zatem witaj, smoku. Jak ci na imię?
- Jestem smoczycą, a na imie mi Ariadna.
- Delikatne imie jak na coś tak wielkiego – stwierdził Feniks.
I miał trochę racji. Smoczyca była wielka. Miałą co najmniej dwa metry wzrostu,
metr szerokości i z pięć metrów długości wliczając ogon. Białe łuski pokrywały całe
ciało stworzenia, z wyjątkiem jednej czarnej plamy na oku. Ogon zakończony był
strzałką. Na głowie stworzenia był umiejscowiony jeden róg.
- Jesteś jednorożcem? W sensie, twój róg czaruje? – spytał
chłopak
- Nie, jeszcze nie czaruje. Dopiero smoki, które mają ponad
1000 lat mogą czarować. Na razie używam go tylko do walki. Jest bardzo
przydatny – rzekła Ariadna uśmiechając się, przy czym pokazała im swój cały
asortyment zębów.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz